Św. Teresa Benedykta od Krzyża - Edyta Stein: środowisko – duchowość

 

Wprowadzenie

Droga wiary daje nam więcej aniżeli droga myśli filozoficznej: daje nam Boga bliskiego, Boga osobę, Boga który kocha i obdarza miłosierdziem, oraz daje nam pewność, której żadne poznanie naturalne dać nie może. Ale droga wiary jest ciemną[1].

Edyta Stein przebyła tę ciemną drogę, bez patrzenia wstecz, z pewnością dziecka z ufnością, które zawierzyło swemu Ojcu. Na ciemnej drodze wiary doszła do najwyższej doskonałości ludzkiego istnienia, które jest jednocześnie poznaniem, darem serca i wolnym działaniem.

Urodziła się we Wrocławiu, 12 października 1891 roku, w dzień Przebłagania (żydowskie święto religijne) – jako ostatnie z siedmioroga dzieci państwa Steinów. Podjęła studia najpierw w rodzinnym mieście, a następnie w Getyndze, gdzie podążała za swoim mistrzem Edmundem Husserlem, twórcą fenomenologii. W latach swoich studiów zasadniczo nie interesowała się już problematyką religijną. Z praktykowanego w dzieciństwie judaizmu pozostało w niej jedynie znamię moralne. Poprzez gruntowne studia i fascynację dogłębnym zrozumieniem istoty badanych rzeczy zaczęła stopniowo odkrywać wymiary świata religijnego, chrześcijańskiego, katolickiego. Decydującym zdarzeniem w tym procesie odegrała jej lektura Księgi życia św. Teresy z Awili. W czerwcową noc 1921 roku, podczas pobytu u swoich znajomych, dokonała niezwykłego odkrycia, że Bóg jest prawdą. Tak opisuje to wydarzenie:

„Sięgnęłam na chybił trafił i wyciągnęłam grubą książkę. Nosiła ona tytuł Życie św. Teresy z Awili napisane przez nią samą. Zaczęłam czytać, zostałam zaraz pochłonięta lekturą i nie przerywałam, dopóki nie doszłam do końca. Gdy zamknęłam książkę, powiedziałam do siebie: «To jest prawda!»”[2].

1 stycznia 1922 r. otrzymała chrzest i odtąd coraz głębiej i pełniej zaczęła wchodzić w miłosną relację z Chrystusem ukrzyżowanym. Mimo oporów ze strony rodziny, Edyta została karmelitanką, przybrała imię Teresa Benedykta od Krzyża i przez jakiś czas przebywała w Karmelu w Koloni. Ze względów na swoje niearyjskie pochodzenie wyjechała do Holandii, do Karmelu w Echt. 9 sierpnia 1942 roku dopełniła swą wiedzę Krzyża w komorze gazowej w Auschwitz-Birkenau.

To przelotne rzucenie okiem na biografię Edyty Stein, pozwala dostrzec w jej życiu trzy różne etapy, które wiążą się zasadniczo z trzema środowiskami (stosując oczywiście pewne uproszczenie), w których kształtowało się jej duchowe oblicze.

Pierwszy etap obejmuje dzieciństwo, młodość, studia oraz działalność filozoficzną, gdy była asystentką Husserla. Trzydzieści ważnych lat, zarówno dla rozwoju ludzkiego, jak i religijnego.

Kolejnym etapem jest czas intensywnego życia religijnego, wewnętrznego i intelektualnego dojrzewania, cierpliwego i ukrytego przygotowania do Karmelu – obejmuje on okres 12 lat.

Wraz ze wstąpieniem do Karmelu, Edyta rozpoczyna trzeci etap swojego życia, które po­przez cierpienie, upodobnienie do Chrystusa aż do osiągnięcia szczytów mistyki krzyża zakończy najwyższą ofiarę w „białej komnacie” obozu zagłady, za Kościół, za zbawienie narodu żydowskiego.

 

Poszukiwanie odwiecznej Prawdy

W dzieciństwie Edyta otrzymuje solidne wychowanie oparte na zasadach religii judaistycznej. Cały ciężar utrzymania domu i wychowania dzieci spoczywał na barkach matki. Rodzina osiągnęła dobrobyt, który dzieci przypisywały jednak bardziej dobroczynności matki niż jej dzielności w prowadzeniu interesów. Wiadomo było powszechnie wśród niezamożnych rzemieślników i biednych ludzi, że wdowa Stein, sprzedawszy drzewo, nierzadko zwracała nabywcy otrzymane za nie pieniądze. Matka Edyty często wykupywała całe połacie lasu, by zimą oddać je ubogim na opał[3]. Ten piękny rys charakteru – miłości bliźniego – przekazała ona Edycie, nad której rozwojem pieczołowicie czuwała. Edyta o domowej atmosferze napisała:

„[...] w domu nie rozmawiałyśmy o wychowaniu. My dzieci odczytywałyśmy z przykładu matki, w którą wpatrywałyśmy się jak w zwierciadło cnoty, właściwy sposób postępowania”[4]

Praktykująca i głęboko wierząca matka tylko jedno starała się wpoić swoim dzieciom – wstręt do zła, grzechu.

„Gdyby matka powiedziała: to jest grzech, wówczas każdy wiedział, że chce przez to określić wszystko, co odrażające i niegodne człowieka” [5].

Dzieciństwo, jak i wczesna młodość były dla Edyty szczęśliwe – liczna rodzina, dobre wyniki w nauce, była wówczas ulubienicą wszystkich. Szczególny podziw budzi u wszystkich jej bystrość umysłu i wnikliwe sądy i opinie, które wypowiada. Jednak wiara i religijne przekonania, które otrzymała od matki, nie mogły sprostać fascynacjom, którym Edyta uległa podczas nauki w szkole, i później. Pod wpływem racjonalnego wychowania otrzymanego w szkole i środowiska, w którym przebywała, utraciła wiarę swoich przodków. Postrzegała religię żydowską jedynie jako formę idealizmu etycznego. Krytyczna postawa, jaką przyjęła Edyta, doprowadziła ją do całkowitego zaprzestania jakichkolwiek praktyk religijnych. Wtedy określała siebie jako osobę niewierzącą[6]. Cały swój wysiłek skupiała na poszukiwaniu zasad i wartości intelektualnych, które uważała za godne uwagi. To poniekąd samotnie prowadzone poszukiwanie (zamknęła się w świecie własnych przeżyć i przemyśleń) zrodziło w jej sercu pragnienie studiowania filozofii – bo jak sądziła – w ten sposób mogła znaleźć odpowiedzi na podstawowe egzystencjalne pytania o sens życia[7].

Na jej drodze stanął twórca fenomenologii, późniejszy jej mistrz – Edmund Husserl. W fenomenologii dostrzegała ona najbardziej wartościowy system filozoficzny, zdolny podtrzymać ją w poszukiwaniu prawdy. Przenosi się do Getyngi, gdzie u boku swego mistrza zgłębia wiedzę filozoficzną naznaczoną wciąż wewnętrznym niepokojem. Fenomenologia, którą studiowała z takim zapałem, doprowadziła ją do wielkiej otwartości ducha. Jednak nie praca umysłowa pozwoliła jej odkryć świat wiary, ten świat całkowicie nowy, który dla niej był całkowicie nieznany. Także nie środowisko ani koledzy i przyjaciele z husserlowskiego kręgu – Max Scheler i Adolf Reinach. O Schelerze napisała:

„[...] nie doprowadził mnie do wiary, tylko otworzył przede mną nowy świat fenomenów, wobec którego nie mogłam pozostać obojętna. Nie na darmo wpajana nam stale zasady, abyśmy do każdej rzeczy podchodzili bez uprzedzeń”.

Do kręgu znajomych, w którym żyła Edyta, należeli wyznawcy judaizmu, protestanci.

Pośród walki, nieustannego wewnętrznego niepokoju, sprzeczności i rozdarć, momentów wręcz dramatycznych i naznaczonych wewnętrznym cierpieniem, Edyta rozważała trzy możliwości życia wiarą: judaizm, protestantyzm i katolicyzm.

Co do judaizmu nie miała żadnych wątpliwości, to nie była droga, którą pragnęła iść, jakkolwiek parokrotnie podejmowała wysiłek, by ożywić w sobie wiarę swoich przodków. Zachowała jednak głęboki szacunek do judaizmu, na nowo odkryje jego wartość w katolicyzmie – należy do tego samego narodu, do którego przynależał sam Chrystus, w niej płynęła ta sama krew.

Podobnie także protestanccy przyjaciele nie byli w stanie zadowolić aspiracji Edyty, chociaż ich udział był bardzo znaczący na jej drodze do prawdy. Szczególnie wielkie wrażenie zrobiła na niej chrześcijańska postawa wobec śmierci i cierpienia, z jaką spotkała się u młodej wdowy, pani Reinach. W parę lat po tym wydarzeniu napisała:

„[...] było to moje pierwsze spotkanie z krzyżem i boską mocą. Był to moment, kiedy upada moja niewiara i zajaśniało światło Chrystusa. Chrystusa w tajemnicy swojego krzyża”[8].

Ostatecznie pełnię prawdy znalazła w katolicyzmie, lecz minęło jeszcze trochę czasu, zanim w jej sercu dojrzała decyzja okazania posłuszeństwa Bogu. Nastąpiła to – jak o tym była już mowa – w czerwcową noc pod wpływem lektury św. Teresy z Awili. W tym momencie zakończył się pierwszy etap jej życia. Środowisko to zostawiło na niej głęboki ślad, ale także i ona wycisnęła na nim niezatarte znamię.

 

Kontemplacja Prawdy

Chrzest wprowadził ją nie tylko do Kościoła, ale także w nowe środowisko, w którym i z którym oczekiwała na spełnienie się jej pragnienia – na wstąpienie do Karmelu, by w atmosferze ciszy móc kontemplować Ukrzyżowanego.

Wydaje się, że nieprzypadkowo zdecydowała się na pracę w miejscu, gdzie mogła się z bliska przyglądać życiu konsekrowanemu. Kolejno przebywała jako nauczycielka w Spirze u Sióstr Dominikanek, a następnie w Marianum w Münster.

W Spirze prowadziła wzorowe życie modlitwy i budowała wszystkich swoją wiernością w wypełnianiu pracy. Jedna z uczennic napisała:

„Dla nas wszystkich była jaśniejącym wzorem, cicho kroczyła po drodze swoich obowiązków, czyniąc to ze skromnością i prostotą”[9].

Podobny styl życia obiera również w Münster. W jej sercu wciąż nurtuje pragnienie wstąpienia do Karmelu. Duży wpływ na kształt jej życia duchowego wywarli szczególnie dwaj kapłani – opat Rafał Walzer oraz długoletni kierownik duchowy Edyty, ks. Schwinda, wobec którego wymagań była posłuszna. Na jej pragnienie wstąpienia do Karmelu powiedział:

„Zaczekaj, niech Kościół otrzyma od ciebie służbę, której od ciebie oczekuje. Kościół czeka na ciebie na polu nauczania. Musisz wziąć to pod uwagę”[10].

Ową rezerwę, jaką przyjęli owi kapłani wobec jej powołania do Karmelu, można tłumaczyć myślą o matce – Auguście Stein. Przejście córki na katolicyzm kosztowało ją wiele, było dla niej prawdziwym ciosem, a czym mogło być wstąpienie do Karmelu, tego nikt nie mógł przewidzieć. Edyta, pełniąc odpowiedzialną misję w Kościele, misję nauczycielki, wciąż pielęgnowała pragnienie wstąpienia do Karmelu, była gotowa na wszystko, nawet na całkowite zerwanie z rodziną. Raz powiedziawszy Panu: „tak”, nie widziała innej możliwości ani innej drogi jak tylko Karmel.

Ostatecznie Edyta otrzymała od swego kierownika duchowego, ks. Walzera pozwolenie na wstąpienie do kolońskiego Karmelu, na tę chwilę czekała długi czas z wielkim utęsknieniem. Zawsze przeczuwała, że Pan zachował dla niej w Karmelu coś, co tylko tam mogła znaleźć. Była wówczas już osobą dojrzałą, miała 42 lata. Jej ducha najlepiej oddaje list dziekana katedry w Kolonii:

„Pani doktor Stein jest uprzywilejowaną duszą, bogatą w miłość Boga i bliźniego, bogatą w duchowość biblijną i liturgiczną, dla wszystkich będzie wzorem bardzo głębokiej duchowości i zapału do modlitwy”[11].

Także zakonnice widziały w Edycie kobietę głęboko zanurzoną w modlitwie. We wspólnocie czuła się dobrze, chociaż wiele ją to kosztowało. Miała bowiem świadomość, że dla większości sióstr pozostawała jedynie kandydatką, że nie znały ani jej dorobku naukowego, ani osiągnięć na polu społeczno-religijnym. Początki w Karmelu kolońskim były dla niej swoistą szkołą pokory, jednak tym się nie zrażała. Wiedziała, że Karmel jest tajemnicą, która nie od razu się odsłania. Nawet ci, którzy jak Edyta, od dawna znają myśl karmelitańską z pism jej wielkich mistrzów, drżą gdy po raz pierwszy mają sposobność oddychać jego surową atmosferą. Bardzo szybko doznają wrażenia, jak gdyby znaleźli się na pustyni, w osamotnieniu, w ziemi bez dróg i bez wody, ziemi, która kryje trudną do przeniknięcia zagadkę. Karmel dla Edyty był samotnością wypełnioną ogniem, przed nim ucicha każde jej pragnienie, a każdy głos rozpływa się w Jego milczeniu, w próżni ogołoconej ze wszystkiego, co nim nie jest[12].

Po odbyciu postulatu rozpoczęła kanoniczny nowicjat 15 lutego 1934 r. Wspólnota postrzegała ją jako kobietę bardzo rozmodloną, lecz mało praktyczną. Dla zobrazowania pewnej sytuacji warto przytoczyć pytanie, jakie stawiały sobie siostry, gdy miały ją dopuścić do nowicjatu – czy Edyta Stein potrafi szyć? W przyszłości miała wyjechać na nową fundację do Wrocławia. Po złożeniu pierwszych ślubów – 21 kwietnia 1935 roku – weszła w jeszcze głębszą relację z całą wspólnotą, wiele czasu spędzała na pracy naukowej. To w tym czasie powstają jej wielkie dzieła, zwłaszcza niedokończona Wiedza Krzyża.

W trzy lata później składa uroczyste śluby. Co godne zauważenie – był to Wielki Piątek 1938 roku. Kiedy rozmiary antysemityzmu przybrały na sile, Edyta zdała sobie sprawę, że swoją obecnością naraża całą wspólnotę, w której czuła się bardzo dobrze. Wraz z cała wspólnotą doszła do przekonania, że powinna opuścić Kolonie. Korzystając z pomocy przyjaciół, udała się do Echt w Holandii. Z tego okresu pochodzą jej słowa, które bardzo dobrze charakteryzują, co wówczas przeżywała:

„Muszę powiedzieć, że dzisiaj rozumiem dużo lepiej, co to znaczy być zaślubioną Chrystusowi pod znakiem krzyża. Ale zrozumieć całej jego głębi nie będzie można nigdy, ponieważ jest to tajemnica”[13].

Wspólnota karmelitanek zarówno w Koloni, jak i w Echt wiele zawdzięczała Edycie Stein. Zresztą korzyści – jeżeli można użyć takiego sformułowania – były obopólne. Dla Edyty był to czas szczególny, czas odkrywania i głębszego wchodzenia w tajemnicę krzyża, bo to właśnie krzyż stał niejako w centrum jej duchowości[14].

W tajemnicy Krzyża

Oderwanie od ukochanej rodziny zakonnej było bardzo bolesne. Ale była ona przekonana, że taka jest wola Boża, i że w ten sposób można uniknąć większego zła. W takim duchu i wewnętrznym przekonaniu odbierała ona rzeczywistość, która ją otaczała podczas pobytu w Echt. Pod koniec 1939 roku wyraziła swoją wdzięczność za znalezienie pewnego, pełnego pokoju portu. A jednak pisała:

„Jest we mnie ciągle żywa myśl, że tu na ziemi nie mamy stałego mieszkania. Nie mam innego pragnienia, jak tylko to, aby we mnie i przeze mnie wypełniła się wola Boża. Od Niego zależy, jak długo zostanę tutaj, i to, co później się wydarzy [...] Nie ma potrzeby, abym się niepokoiła. Ale koniecznym jest dużo modlić się, aby pozostać wiernymi w każdej sytuacji”[15].

Modlitwa i wierność własnemu powołaniu – oto postawa s. Teresy Benedykty wobec ewentualnej deportacji i śmierci. Kiedy otrzymała alarmujące wiadomości z Niemiec, powoli umacniała się w niej intuicja męczeństwa i odtąd jej życie stawało się pełnym przekonania przygotowaniem do niego. Już w ostatnim roku spędzonym w Kolonii odczuwała głęboką harmonię pomiędzy swoim życiem a życiem królowej Estery ze Starego Testamentu, tej odważnej i mocnej kobiety, gotowej oddać własne życie, aby uratować swój naród. Edyta mogła więc powiedzieć:

„Jestem pewna, że Pan przyjął moje życie za wszystkich [...] Estera zastała wybrana ze swego ludu, aby wstawiać się za nim przed tronem króla. Ja jestem małą, ubogą, nic nie mogącą uczynić Esterą; ale Król, który mnie wybrał, jest nieskończenie wielki i miłosierny. I to jest dla mnie wielką pociechą”[16].

Ta myśl nigdy jej nie opuszczała. W 1941 roku, na imieniny Przeoryszy, m. Antonii, napisała poemat zatytułowany Nocny dialog, którego główną bohaterką jest królowa Estera. W tragicznym momencie królowa zbliża się do władcy, aby błagać o ratunek dla swojego ludu. W nocnym doświadczeniu mistycznym widzi „samotną górę, na której stoi krzyż, na krzyżu był On, krwawiący tysiącem ran. A my odczuwaliśmy nieugaszone pragnienie, które mogło być zaspokojone tylko u źródła, które tryskało z tych ran”. Lecz oto nagle krzyż znika. Jej spojrzenie zatapia się w „słodkim świetle, błogosławionym, wychodzącym z ran tego Człowieka, który co dopiero oddał życie na tamtym krzyżu [...] On sam był Światłem, Światłem odwiecznym, oczekiwanym od wielu wieków: światłość Ojca, zbawienie ludu”[17]. Estera jest wcieleniem szczególnej pobożności s. Teresy Benedykty, dla której nie była ona już tylko postacią biblijną związaną ze Starym Testamentem. Jak Stary Testament znajduje swoją kontynuację w Nowym, tak też i Estera  poprzez nocną wizję Chrystusa Ukrzyżowanego i Chrystusa, który jest Światłem, przenika do Nowego, w znaku doświadczenia Krzyża. To samo dokonuje się w życiu Edyty. Oddaje swoje życie za lud izraelski i jej ofiara zostaje przyjęta, nie jak ofiara tamtej hebrajskiej kobiety, lecz napełniona światłem wiary w niezmierzoną wartość odkupieńczej ofiary Chrystusa, ponieważ zanurzona w tajemnicy Krzyża i podtrzymywana światłem zmartwychwstania.

Krzyż stoi w centrum całego doświadczenia duchowego Edyty. Zwłaszcza od chwili, kiedy prześladowanie Żydów nasiliło się – stanęła pod krzyżem bez żadnych warunków. W Niedzielę Palmową 1939 r. prosiła o pozwolenie, aby mogła ofiarować się jako „ofiara wynagradzająca Najświętszemu Sercu Jezusa za prawdziwy pokój”. 9 czerwca 1939 r. napisała swój testament, który zakończyła słowami:

„Już od teraz przyjmuję śmierć, którą Bóg zachował dla mnie z doskonałym i radosnym poddaniem się jego najświętszej woli. Proszę Boga, aby przyjął moje życie i Śmierć ku swojej czci i chwale [...] jako wynagrodzenie za niewiarę narodu żydowskiego”[18].

Także w pismach pochodzących z tych ostatnich lat życia przeważał temat Krzyża, ujawniając w niej gorące pragnienie upodobnienia się do Chrystusa, aby z Nim i w Nim być ofiarą wynagradzającą. Powstały jej medytacje na dzień odnowienia ślubów: Zaślubiny Baranka (1939), Ave Crux (1940) oraz studium nad życiem i dziełami św. Jana od Krzyża, które zatytułowała Scientia crucis.

Po trzech latach pobytu w Echt, s. Teresa Benedykta mogłaby zostać na stale wcielona do nowego Karmelu. Ale przełożeni nie potrafili podjąć ostatecznej decyzji. Motywy nie były do końca jasne. Niepewność? Podświadome odrzucenie „obcej”? Czy byłoby wystarczająco słusznym i pożytecznym robienie takiego kroku? Edyta z wiarą oddała się w ręce przełożonych. Napisała: „Z wszystkiego jestem zadowolona”[19]. Ale nie mogła nie powiedzieć swojej Przeoryszy:

Scientia Crucis może być nabyta tylko wtedy kiedy otrzymało się łaskę dogłębnego zakosztowanie krzyża. O tym byłam przekonana od pierwszego momentu i dlatego powiedziałam w swoim sercu: Ave Crux; spes unica!”[20].

Edyta, kiedy pisała te słowa, myślała także o swojej siostrze Róży, która po wielu kłopotach dotarła do Echt. Przełożeni odrzucili jej prośbę o zostanie siostrą zewnętrzną. Niepewność także w odniesieniu do Róży, bardzo mocno odczuwana przez s. Benedyktę, umacniała ją w jej milczącym, ale zdecydowanym nastawieniu ku Krzyżowi.

„Tak jak Jezus, w opuszczeniu przed swoją śmiercią, powierzył się w ręce niewidzialnego i niepojętego Boga, tak samo będzie musiała uczynić dusza, rzucić się na oślep w ciemność wiary, która jest jedyną drogą, prowadzącą do niepojętego Boga”[21].

Te słowa napisane przez Edytę znajdujemy w jej najbardziej oryginalnym dziele, jakim jest Scientia Crucis. Podjęła się tej pracy w odpowiedzi na zachętę swoich przyłożonych, pragnąc przygotować coś z okazji 400-lecia urodzin św. Jana od Krzyża. Zwykło się nazywać to dzieło wzorem studium fenomenologiczno-teologicznego mistyki, zrodzonego w sytuacji wewnętrznego, duchowego i ludzkiego cierpienia, które wyraża jej „najwyższe duchowe oddanie się ideałowi Zakonu”[22] i w całości jawi się jako ostateczne oderwanie się od życia, wzniesienie się nad skończone, w przyjęciu każdego ludzkiego cierpienia. Według Edyty istnieje „pewna teologia Krzyża, która wypływa z wewnętrznego doświadczenia św. Pawła” i chodzi w niej o „prawdę żywą, rzeczywistą i aktywną”, w której dostrzega „normę życia karmelitów bosych”[23]. Odkrywa w św. Janie od Krzyża autentyczne przesłanie skupione w słowie Krzyża. Przyjmuje wszystkich, którzy otwierają się na jego działanie. A jednak Krzyż nie jest celem samym w sobie. Zarysowuje się na górze i stanowi wezwanie, aby ku górze podążać, [...] jest to milczący symbol triumfu, którym Chrystus uderza w bramę niebios i ją otwiera. I wtedy wytryskują z niej promienie boskiego światła, obejmując tych wszystkich, którzy kroczą za Ukrzyżowanym „[24]. Lecz aby tam dojść – doda nieco dalej -  trzeba:

„[...] przejść z Nim przez śmierć na Krzyżu, jak On ukrzyżować własną naturę poprzez życie umartwienia i zaparcia się, z ufnością zaakceptować ukrzyżowanie pełne bólu i zwiastunów śmierci, tak jak Bóg zadecyduje i dopuści. Im doskonalsze będzie to ukrzyżowanie zarówno bierne, jak i czynne, tym intensywniejszym okaże się zjednoczenie z Ukrzyżowanym i tym bogatsze uczestnictwo w Bożym życiu”[25].

Na tym fundamencie buduje się drogę w kierunku doświadczenia mistycznego, studiowanego przez Edytę, odwołując się do nowych koncepcji człowieka, ale opracowanych w świetle metafizyki chrześcijańskiej. Transcendentny Bóg może objawić się duszy jako osoba, która komunikuje się poprzez nieskończoną miłość, dotykając człowieka w głębi jego bytu. Ale także poprzez pełne mocy działanie, polegające na „włączeniu się w przeznaczenie dusz”, dokonując odrodzenia się człowieka pod działaniem łaski uświęcającej. Bóg się objawia. Jak? W nocy wiary, jako Boska Ciemność. Drogi poznania Boga, którym poświęca studium na temat teologii symbolicznej Pseudo-Dionizego, obejmują drogi theologia negationis i mistyki doświadczenia ciemności[26]. Także Edycie Bóg objawił „nieprzenikliwości swoich tajemnic”, przyjętych w posta­wie wiary, nadziei i miłości. Napisała w liście z 1941 roku:

„To, co wierzymy, że widzimy, jest tylko ulotnym odbiciem tego, co tajemnica Boża ukrywa aż do dnia przyszłej jasności. Ta wiara w tajemniczą historię winna być dla nas pociechą, winna obdarzyć nas pokojem”[27].

Bez wątpienia swoje ostatnie miesiące s. Teresa Benedykta przeżyła w nocy wiary, prowadzona przez św. Jana od Krzyża. Kontemplując życie Doktora Mistycznego i zanurzając się w ostatni etap, odkrywa w jego śmierci subtelne upodobnienie się do Chrystusa „osiągnięte na szczycie Golgoty”[28]. W kilka miesięcy po napisaniu tych słów, także ona dojdzie do ostatniej stacji swojej via crucis. Została wyrwana ze swojego klasztoru, by podążyć na spotkanie Krzyża na Oświęcimskiej Golgocie.

 

Męczeństwo – Symfonia Prawdy

Od stycznia 1943 r. zdawała sobie sprawę, że jej obecność w Karmelu w Echt, może być niebezpieczne dla wspólnoty. Holandia była pod okupacją niemiecką. Zarówno Edyta, jak i Róża zostały wezwane do Maastricht, gdzie musiały złożyć potwierdzenie swego pochodzenia. Wymagano także od nich, aby na swoim ubraniu nosiły żółtą gwiazdę, znak pochodzenia żydowskiego. S. Teresa Benedykta starała się wszelkimi sposobami otrzymać wizę do Szwajcarii, aby ukryć się w Karmelu Le Paquier. Ale upragniona odpowiedź nie nadchodziła. Co robić? Czekać przynajmniej na dokumenty? I wyjechać później.

Trzeba pamiętać, że Karmel w Echt, znajdujący się w małej holenderskiej miejscowości, nie za bardzo orientował się w rzeczywistości politycznej i antyżydowskiej tamtego okresu.  Czy zatem można by przypuszczać, aby Edyta mogła bez większych trudności uratować się, wyjeżdżając do Szwajcarii, w habicie, z przyczepioną na piersi żółtą gwiazdą. Może istniałaby możliwość, aby opuścić Holandię drogą nieoficjalną, w ubraniu świeckim. Ale w swojej prostolinijności, szczerości i życiu w absolutnej prawdzie, nie czuła się zdolna do ucieczki. Nadto nic nie mogło Edyty od tajemniczego przeczucia, że Boży plan w odniesieniu do niej zaczyna się realizować. Zbliżała się bowiem godzina rzeczywistej ofiary.

Przyczyną wybuchu nienawiści i planu zagłady Żydów holenderskich był list pasterski arcybiskupa Jong’a z Utrechtu, odczytany 26 lipca 1942 we wszystkim kościołach Holandii. Zawierał on protest Kościoła przeciwko deportacji Żydów[29]. Odpowiedź niemieckich okupantów była natychmiastowa. Żydzi ochrzczeni, kapłani i zakonnice pochodzenia żydowskiego zostali aresztowani i wywiezieni do obozów koncentracyjnych. Do grupy deportowanych należały także Edyta i Róża. Do klasztoru w Echt przyjechało dwóch esesmanów. Teresa Benedykta musiały opuścić klasztor w ciągu kilku minut[30]. W drzwiach oczekiwała na nią Róża. S. Benedykta wzięła ją za rękę: „Chodź, idziemy za nasz naród”. Myślała o narodzie żydowskim – ale czy tylko o nim?

W nocy z 2 na 3 sierpnia 1942 r. przyjechały do obozu przejściowego w Amersfort. Następnej nocy, wraz z wieloma innymi więźniami żydowskimi zostały przeniesione do obozu w Westerbork, znajdującego się w całkowicie niezamieszkałej strefie północnej Holandii. Edyta zdołała wysłać jeszcze krótki list do Przeoryszy Karmelu w Echt, przez matkę jednej z zakonnic, która przyjechała do obozu z walizkami swojej córki. List zawierał krótką prośbę o przysłanie wełnianych skarpet, dwa koce, a dla Róży – wełniane ubrania. I jeszcze ważna wiadomość: „Jutro odjeżdża transport Śląsk, Czechosłowacja??)”[31].

Dobrowolnie przyjęła własne przeznaczenie i przeżyła je aż do samej głębi, ofiarując swoje życie za lud izraelski. Jakby przeczuwając to, co miało się wydarzyć wyzna:

„Zbawiciel nie jest tylko na krzyżu... Każdy człowiek, który w ciągu minionych wieków znosił cierpliwie bolesne przeznaczenie, myśląc o cierpieniach Zbawiciela i wziął na siebie dobrowolnie powołanie do wynagrodzenia, uczynił lżejszym nieopisany ciężar grzechów ludzkości i pomógł Panu nieść jego ciężar: Co więcej, Chrystus Głowa wypełnia swoje dzieło odkupieńcze w tych członkach Mistycznego Ciała, którzy jednoczą się z Nim w duszy i ciele dla Jego dzieła zbawczego: Cierpienie wynagradzające, dobrowolnie przyjęte jest tą rzeczywistością, która najgłębiej jednoczy nas z Panem”[32].

Z tą świadomością Edyta Stein pragnie z odwagą i nadzwyczajną mocą doprowadzić do końca swoją misję w Kościele. Dzisiaj nie ma już wątpliwości, że siostry Stein, wkrótce po przybyciu do Auschwitz-Birkenau, zostały zamordowane w komorze gazowej. Edyta miała wtedy 51 lat, Róża – 59. Naoczny świadek Luigi Schlutter, który na kilka chwil przed wyjazdem z Westerbork rozmawiał z Edytą, przekazał nam jej słowa:

„Cokolwiek się wydarzy, jestem na wszystko przygotowana. Jezus jest także tu pomiędzy nami”[33].

I Jezus był pomiędzy Żydami, którzy dusząc się, kończyli swoje życie zamknięci w „białym domu” Auschwitz-Birkenau. Śmierć wielkodusznie przyjęt, naznaczoną nieporównywalnym okrucieństwem.

 

Zakończenie

Tajemnica Krzyża stopniowo ogarnęła całe życie Edyty Stein, a na koniec doprowadziła ją do najwyższej ofiary. Jako oblubienica Ukrzyżowanego, s. Teresa Benedykta nie tylko napisała głębokie rozważania o wiedzy Krzyża, ale przeszła aż do końca szkołę Krzyża. Wielu naszych współczesnych chciałoby zmusić Krzyż do milczenia. Ale nie ma nic bardziej wymownego niż Krzyż zmuszony do milczenia! Prawdziwym przesłaniem cierpienia jest miłość. Dzięki miłości cierpienie staje się owocne, samo zaś cierpienie pogłębia miłość.

Przez doświadczenie krzyża Edyta Stein zdołała otworzyć sobie drogę do nowego spotkania z Bogiem Abrahama, Izaaka i Jakuba, Ojcem naszego Pana Jezusa Chrystusa. Dostrzegła, że wiara i krzyż są nierozdzielne. Osiągnąwszy dojrzałość w szkole krzyża, odkryła korzenie, z których wyrosło drzewo jej własnego życia. Zrozumiała, jak wielkie znaczenie ma dla niej to, że jest córką narodu wybranego i należy do Chrystusa nie tylko duchowo, ale także na mocy więzów krwi.



[1] E. Stein, Byt skończony a byt wieczny, tłum. J.I. Adamska, Kraków 1995, s. 60-61.

[2] Por. S. Teresa Renata od Ducha Świętego, Edyta Stein – filozof i karmelitanka, tłum. M. Kaczmarkowski, Paryż 1973, s. 61.

[3] E. Stein, Dzieje pewnej rodziny żydowskiej, tłum. J.I. Adamska, Kraków 2000, s. 48–49.

[4] Tamże, s.

[5] Tamże.

[6] Tamże, s. 109. Edyta podczas swego pobytu w Hamburgu określa siebie jako ateistkę; napisała bardzo znamienne słowa.: „Tutaj także całkiem świadomie i z własnej woli zaprzestałam się modlić”. Tamże, s. 109.

[7] Tamże, s. 172.

[8] S. Teresa Renata od Ducha Świętego, Edyta Stein..., s. 54–55.

[9] Tamże, s. 65.

[10] Tamże, s. 76.

[11] Tamże, s. 131.

[12] Por. tamże, s. 121.

[13] Tamże, s. 145.

[14] W pięknych, a zarazem pełnych prostoty słowach scharakteryzował to jej kierownik duchowy, opat Rafał Walzer: „[...] jej umiłowanie krzyża i pragnienie męczeństwa, nie jako jasno uświadomioną postawę duchową, która wyrażałaby się w wyraźnie sprecyzowanych życzeniach i intencjach modlitewnych, lecz jako głęboko na dnie duszy zakorzenioną gotowość, pójścia wszędzie za Panem”. Tamże, s. 136.

[15] List do M. Petry Bruning, Echt, 16.04.1939, [w:] E. Stein, Pisma, t. II, tłum. J.I. Adamska, Kraków 2000, s. 333.

[16] S. Teresa Renata od Ducha Świętego, Edyta Stein..., s. 192.

[17] Cyt. za A. Ales Bello, Edith Stein, La passione per la verita, s. 87.

[18] S. Teresa Renata od Ducha Świętego, Edyta Stein..., s. 195

[19] List do M. Ambrozji Antonii Engelmann, E. Stein, Pisma t. II,  Kraków 2000, s. 369

[20] S. Teresa Renata od Ducha Świętego, Edyta Stein..., s.205

[21] E. Stein, Wiedza Krzyża, tłum. J.I. Adamska, Kraków 1999, s. 69.

[22] Tamże, s. 19-20.

[23] Tamże, s. 31.

[24] Tamże, s. 43.

[25] Tamże, s. 45.

[26] Por. E. Stein, Drogi poznania Boga, w: Autoportret Edyty Stein w jej twórczości, tłum. J.I. Adamska, Poznań 1999.

[27]  Tamże. s. 217.

[28] E. Stein, Wiedza Krzyża, tłum. J.I. Adamska, Kraków 1999, s. 46.

[29] S. Teresa Renata od Ducha Świętego, Edyta Stein..., s. 192–194.

[30] Tamże, s. 197–197.

[31] List do M. Ambrozji Antonii Engelman, Drente – Westerbork, barak 36, 6 VIII 1942, [w:] E. Stein, Pisma..., t. II, s. 379.

[32] S. Teresa Renata od Ducha Świętego, Edyta Stein..., s. 179.

[33] Tamże, s. 192–194.