A gdy spotkają się wierność i łaska

Teresa Benedykta od Krzyża (Edyta Stein)

Edyta Stein

Teresa Benedykta od Krzyża (Edyta Stein) „całym swoim życiem przerzuciła jak gdyby most między swoim żydowskim pochodzeniem a wiarą w Chrystusa”. W takich oto słowach papież Jan Paweł II w Liście apostolskim, wydanym w 1999 roku z okazji ogłoszenia św. Teresy Benedykty od Krzyża współpatronką Europy podkreślił jej wkład w pojednanie między narodem żydowskim a wyznawcami chrześcijaństwa. Jej wkład w owo pojednanie doceniamy przyglądając się jej życiu, które - jak sama napisała dnia 9 czerwca 1939 roku - ofiarowała m.in w duchu ekspiacji za niewiarę ludu żydowskiego, aby Pan został przez swoich przyjęty” oraz za jej „bliskich, żywych i umarłych, (…) aby nikt z nich nie zginął”. Przyjrzyjmy się zatem jej życiu, a w nim szczególnie zetknięciu się ze sobą elementów żydowskiej pobożności i wierności (emuna) z chrystusową łaską (hesed).

Wiele zdarzeń z życia Edyty Stein świadczy o tym, że bardzo mocno ugruntowana była w niej postawa wierności prawdzie. Tą cechę charakteru Edyta wyniosła – jak się wydaje – ze swojego żydowskiego domu, który z powodu wczesnej śmierci ojca, prowadziła bardzo wierząca i praktykująca matka, Augusta Stein. W autobiograficznych Dziejach pewnej rodziny żydowskiej  Edyta wspomina swoją matkę jako człowieka, który nie znosił wad charakteru, „przede wszystkim zaś kłamliwości, niepunktualności i wygórowanego mniemania o sobie”.

Wierność prawdzie, którą żyła Augusta Stein dobrze ilustruje następujące zdarzenie. Bardzo rzadko chodziła ona do szkoły w sprawie swoich dzieci, ale pewnego razu interweniowała w sprawie Erny, starszej siostry Edyty. Jej córce przypisano bowiem kłamstwo. Pani Stein będąc pewna prawdomówności swej córki, wniosła skargę do dyrekcji szkoły za niesprawiedliwe osądzenie. W tym punkcie matka bardzo zaimponowała Edycie. Konsekwentne trzymanie się uznanej prawdy Edyta przejęła od niej na zasadzie identyfikacji. Po latach ujęła to zdarzenie w zdaniu: „Matka nie chciała, aby na jej dziecku ciążył zarzut kłamstwa”.

Dla Augusty Stein postawa wierności prawdzie wynikała przypuszczalnie nie tylko z dobrego wychowania, lecz także z wyznawanej przez nią wiary. Pobożni żydzi sprawy „wiary” pojmują bowiem jako wierność prawdzie (emuna), którą Bóg objawił o sobie samym i o świecie stworzonym. Dopiero taka postawa rodzi ufność (emuna), podobną znaczeniowo do wiary. Hebrajski rzeczownika emuna, oznaczający w Starym Testamencie m.in. „ufność” często występuje jako przeciwieństwo „kłamstwa” (szeqer). Dlatego też otrzymuje także znaczenie „prawdomówności” i „szczerości”. Augusta Stein, matka Edyty, wychowywana na biblijnym wzorcu kobiety „mężnej niewiasty” z Księgi Przysłów 31,10-31 jako bogobojna kobieta znała zapewne także inne pouczenie tej księgi mądrościowej, które usta pełne kłamstwa (szeqer) uznaje za wstrętne dla Jahwe, natomiast ich przeciwieństwo, czyli prawdomówność (emuna) za Jego upodobanie (por. Prz 12,22).     

Jeśli chodzi o wierność prawdzie i prawdomówności nie możemy zapomnieć, że dla pobożnej żydowskiej niewiasty, do jakich zaliczała się matka Edyty, liczyło się także ósme przykazanie Dekalogu. W dosłownym tłumaczeniu brzmi ono: „Nie wolno ci odpowiadać twemu bliźniemu kłamstwem (szeqer)”. Postulat unikania kłamstwa, który należał do ścisłego kanonu religijnych przykazań wyznania mojżeszowego i którego tekst hebrajski nierzadko widziało się wymalowany na ścianach synagog lub przedmiotów kultu, znała na pamięć także Edyta.

Postulat życia w prawdzie oraz wrażliwość na prawdę o sobie samym, którymi żyła matka Edyty wycisnęło na Edycie niezatarte piętno. Augusta Stein nie znosiła, kiedy ktoś miał zbyt wygórowane mniemanie o sobie. Było to bowiem dla niej oznaką życia w nieprawdzie i obłudzie. Jeśli dotyczyło to osób z jej rodziny, wtedy starała się im pomóc i ukazać im drogi dojścia do prawdy nawet za cenę pewnych nieprzyjemności. Kiedy jej synowa upomniała się dla siebie o wyższą pozycję i o większe udziały we wspólnie prowadzonej firmie, Augusta Stein sprzeciwiła się temu, wiedząc, że jest to wygórowane żądanie. Nie bez znaczenia jest fakt, że jako pośredniczkę w tym sporze matka wybrała właśnie Edytę, chociaż była ona najmłodsza. Czytając Dzieje pewnej rodziny żydowskiej ma się wrażenie, że Edyta całe życie posiadała doskonałe wyczucie obłudy, czyli życia w nieprawdzie o sobie samym. To jej podejście miało, jak u jej matki, dobroczynny wpływ na spotykających się z nią ludzi. Kolegę ze studiów w Getyndze, Fryca Kaufmana, który pod maską arogancji ukrywał swoje prawdziwe oblicze, traktowała w rozmowie z taką miłą szorstkością, że lody w nim pękały, a on stawał się prosty i serdeczny.

O wierności prawdzie w życiu Edyty świadczy także kolejny epizod z lat służby sanitarnej jako siostry Czerwonego Krzyża, do której zgłosiła się na ochotnika podczas wojny w 1915 roku. Ponieważ szpital polowy w Hranicach, znajdował się na terenie Austro-Węgier, wracając do Wrocławia musiała przekroczyć granicę z Prusami. Pomimo zakazu przewożenia listów drogą prywatną zabrała listy rannych rodaków z Niemiec, aby je przewieźć do ojczyzny. Spotkały ją za to przykre konsekwencje, aż do realnej groźby aresztowania. Doradzano jej wówczas, aby zeznała, iż uczyniła to w niewiedzy, gdyż to wpłynęłoby łagodząco na wyrok sądu. Taka możliwość u Edyty w ogóle nie wchodziła w rachubę. Ona postanowiła być wierna prawdzie do końca, nawet za cenę zaaresztowania.       

„Emuna”, będąca istotną cechą żydowskiej pobożności i wyrażająca się w ufności wobec Bożych prawd oraz w dążeniu do prawdomówności i unikaniu kłamstwa, posiada jeszcze jedno ważne znaczenie. Do jej istoty, tzn. do tego, aby była ona doskonała i nabrała cech boskich, należy „trwałość”, „wierność” i „niezawodność”. W tym znaczeniu jest ona w Starym Testamencie cechą przypisywaną samemu Bogu. Tylko On bowiem może być naprawdę i do końca wierny przymierzom i obietnicom, które podarował.

Pamięć na Boga, który jest wierny swoim obietnicom rodzi ufność w Jego pomoc w trudnościach. Tą ufnością (emuna) przepełniona była Augusta Stein i potrafiła przelać ją na swoje dzieci. Edyta odwoływała się do tej postawy swojej matki nawet w tym okresie swego życia, w którym – jak sama pisała – nie „była jeszcze w stanie uwierzyć w osobowego Boga”. W najtrudniejszych miesiącach pracy nad swoim doktoratem oraz w związanych z nim wątpliwościami, co do sensowności swoich naukowych poszukiwań, dodawała jej odwagi zakorzeniona głęboko w sercu maksyma matki „gdy się człowiek do czegoś zabiera, to dobry Bóg wspomoże”.

Szacunek do poznanej prawdy oraz do prawdomówności, które Edyta przejęła od religijnie ukierunkowanej matki, nabrały w jej całym życiu, nawet w kryzysie wieku młodzieńczego, w którym przestała się modlić, cech wierności. Jej kryzys wiary i porzucenie praktyk religijnych powinniśmy widzieć nie tyle jako kryzys wieku młodzieńczego, co o wiele bardziej jako konsekwencje wierności prawdzie i autentyczności, której Edyta poza wyjątkiem matki nie znajdowała zarówno w swoim praktykowaniu wiary, jak swego najbliższego otoczenia. Wyczulenie na prawdziwość i autentyczność, jaka winna zachodzić pomiędzy pełnionymi uczynkami, a wypowiadanymi przez usta słowami wiary, której nie znajdowała, była jedną z przyczyn porzucenia przez nią praktyk religijnych.

Okres „życia bez Boga” – jak bywają określane lata od 13-tego do mniej więcej 23-go roku życia – był, zwłaszcza od czasu studiów w Getyndze, ciągłym poszukiwaniem autentyczności wiary oraz idei osobowego Boga. Od Judaizmu odrzucała Edytę drobiazgowość przepisów Talmudu, które uznawała za przesadne i niezrozumiałe. Kiedy w Getyndze zaczęły ją mocniej nurtować zagadnienia religijne, zwróciła się listownie do swojego dawnego kolegi z Wrocławia, Edwarda Matisa, który był praktykującym żydem, z zapytaniem: „Czy wierzysz w Boga osobowego?”. Otrzymując od niego w odpowiedzi, że „Bóg jest Duchem”, i że więcej na ten temat powiedzieć nie można, stwierdziła po latach, że poczuła się wówczas jakby „zamiast chleba otrzymała kamień”.

Stała wierność (emuna) w poszukiwaniu prawdy popchnęła Edytę na studia. Pragnęła poznać naturę rzeczywistości i oraz strukturę osoby, dlatego rozpoczęła studia najpierw z psychologii i historii w swoim rodzinnym mieści Wrocławiu, aby po dwóch latach pojechać do Getyngi na studia filozofii. Do tego ostatniego kroku pchnęło ją rozczarowanie studiami we Wrocławiu. Dociekania naukowe przeniknięte były wówczas mocno racjonalizmem oraz kantowskim idealizmem, który według Edyty mijał się z prawdą, gdyż wychodził od teoretycznych założeń, nie uwzględniając konkretnej rzeczywistości. Także psychologia, kierująca się w swych badaniach wynikami nauk empirycznych, a pomijająca rzeczywistości duchowe w człowieku rozczarowała Edytę. W Getyndze natomiast uprawiano nowy kierunek filozofii, zwany fenomenologią, której twórcą był prof. Husserl. Jeszcze we Wrocławiu podsunięto Edycie książkę Husserla, która ją zachwyciła. Znalazła w niej coś, czego brakowało jej na studiach we Wrocławiu. Fenomenologia wychodziła bowiem od obiektywnego oglądu rzeczywistości, aby na tej bazie wypracować pojęcia, język i aparat naukowy. Metoda ta odpowiadała Edycie i jej najskrytszym poszukiwaniom prawdy o człowieku.

Studia w Getyndze stały się dla Edyty Stein, młodej poszukującej ateistki i przyszłej karmelitanki bosej czasem przełomowym. W Getyndze bowiem wierność prawdzie (emuna), która ją cechowała, spotkała się z nieznanym jej światem wiary chrześcijańskiej, przeżywanej w życiu innych ludzi. Wydarzenia, które miały miejsce w tym czasie, czyli od 1911 roku możemy określić jako spotkanie wierności (emuna) z chrystusową łaską (hesed), która sprawia, że człowiek dochodzi do pełni człowieczeństwa i zbawienia.

Hesed oznacza bowiem w Starym Testamencie „miłosierną miłość”, która zawiera w sobie także element „wierności”. Z tego też względu była przymiotem przypisywanym najczęściej Bogu samemu. Tylko On bowiem okazywał się tym, który wobec Izraela był nie tylko miłosierny i łaskawy, ale także wierny swoim obietnicom. Poprzez proroków Bóg Izraela wzywał swój naród do takiej wiernej miłości, czyli miłosierdzia połączonego z wiernością prawdzie. Największym piewcą Bożej hesed i prorokiem wzywającym do niej Izraela był prorok Ozeasz. To od niego pochodzi następująca obietnica, która w taki wspaniały sposób zrealizowała się w Teresie Benedykcie od Krzyża dzięki wierności prawdzie: I poślubię cię sobie znowu na wieki, poślubię przez sprawiedliwość i prawo, przez miłość (hesed) i miłosierdzie (rahamim). Poślubię cię sobie przez wierność (emuna), a poznasz Pana” (Oz 2,21-22).

Na ten przełom życiowy Edyty Stein, czyli na spotkanie jej wierności z łaską Chrystusa, która doprowadza do poznania Boga, złożyło się wiele przyczyn. Wśród nich należy wymienić: 1. Świadectwo życia osób wierzących w Chrystusa, do których należeli tacy wykładowcy jak Adolf Reinach z żoną Anną, Max Scheller oraz promotor jej pracy prof. Husserl, 2. Wykłady Maxa Schellera, który w fascynujący sposób poruszał tematy świętości i wiary katolickiej, 3. Zetknięcie się z cierpieniem i śmiercią ofiar wojny światowej, 4. Lektura autobiografii św. Teresy od Jezusa.

O tych wydarzeniach, które tak bardzo zadecydowały o przyszłym jej życiu, sama napisała później w swoich wspomnieniach, że były to impulsy, które wchłaniała w siebie, i które – prawie niepostrzeżenie - przekształciły ją wewnętrznie.

Spotkanie starotestamentowej wierności z łaską chrystusową, które nastąpiło w życiu Edyty sprawiło, że jej dotychczasowa bezkompromisowa wierność prawdzie uszlachetniła się i doszła do rozkwitu. Trafne wydaje się zastosowanie do Edyty Stein słów Chrystusa o uczonym w Prawie, który, gdy stał się uczniem królestwa niebieskiego, stał się podobny do ojca rodziny, który ze swojego skarbca wydobywa rzeczy nowe i stare (por. Mt 13,52).

Czym były owe rzeczy stare, wydobywane ze skarbca Judaizmu, które w życiowych poszukiwaniach Teresy Benedykty od Krzyża zabłysły nowym blaskiem? Zacznijmy od początku, czyli od dzieła stworzenia człowieka. Podejmując temat stworzenia oraz ziemskiej kondycji człowieka, Teresa Benedykta od Krzyża podkreślała, że człowiek został stworzony przez Boga jako dobry, a dopiero grzech wprowadził nieład w życie człowieka. Zawsze ostro polemizowała z poglądami tych pisarzy chrześcijańskich, którzy z samego punktu wyjścia, cielesną kondycję człowieka uważali za godną pogardy i grzeszną. W tym punkcie Edyta była stanowcza, wiedząc, że powyższe poglądy mogą być wynikiem wpływu, jaki starożytny filozof Platon ze swoim negatywnym podejściem do ciała ludzkiego, wywierał przez wieki na myśli starożytnej i nowożytnej Europy. Edyta bliższa jest biblijnemu rozumieniu człowieka. Ciało (basar) zgodnie z tą myślą jest tylko jednym z przejawów życia człowieka i tego kim on jest. Jest to ten przejaw życia, który chociaż podległy śmierci i przemijaniu, jednak w boskim zamiarze został stworzony jako dobry. Podobnie kobietę widzi ona nie tylko jako pomoc daną mężczyźnie, lecz także  i przede wszystkim jako jego konieczne dopełnienie, bez którego mężczyzna nie mógłby stać się naprawdę mężczyzną i odwrotnie. Według niej, chociaż mężczyzna i kobieta są do siebie podobni, to jednak różnią się właśnie w tym, co stanowi ich głębokie powołanie do udzielania sobie pomocy.

 Chociaż trudno jest dzisiaj stwierdzić, czy przylgnięcie Edyty do fenomenologicznej metody Husserla, która wychodzi od badania rzeczywistości w jej konkrecie, było podyktowane charakterystycznym dla żydów sposobem myślenia i mówienia, który posługuje się konkretami, to z większą pewnością możemy mówić o takim wpływie na koncepcję duszy, który zaprezentowała ona w swoich dziełach. Jej koncepcja bliska jest ujęciu biblijnemu, wedle którego dusza (nefesz) widziana jest jako ten przejaw życia ludzkiego, który mocno powiązany jest z ciałem, czyli z odczuwaniem głodu, pragnienia i innych potrzeb o charakterze fizycznym i psychicznym. Dopiero duch zajmuje w strukturze osobowości Edyty niejako „najwyższe miejsce”, gdyż z nim wiąże ona uczucia, wrażliwość na wartości, relacje z innymi oraz zdolność do empatii.

Kiedy od czasów studiów w Getyndze niewidzialna łaska Chrystusa zaczęła sublimować i uszlachetniać to, co było dobre w Edycie, wtedy jej wierność prawdzie stała się wiernością przepojoną łaską i miłosierdziem Boga. Jeśli jeszcze w podczas studiów wrocławskich Edyta była bezkompromisowa i nieraz bezlitosna w potępianiu wszystkiego, co wydawało się negatywne, czyli słabości, pomyłek i błędów innych, tak po siedmiu latach od tamtego czasu mogła o sobie napisać w taki oto sposób: „Zmieniło się zupełnie moje ustosunkowanie do ludzi i samej siebie. Nie zależało mi jak ongiś na tym, by zawsze mieć rację i w każdym przypadku «pokonać» przeciwnika. Pozostała mi wprawdzie bystrość w dostrzeganiu słabości ludzi, jednak nie wykorzystywałam już jej, aby ranić bliźnich w najczulsze miejsca, lecz raczej starałam się ich oszczędzić”.

Podobnie było u niej z wiernością poznanym ideałom, do których zawsze stanowczo pragnęła dążyć. Teraz wierność wzbogacona została miłosierdziem. Tak było choćby w przypadku jej zaangażowania się jako sanitariuszka Czerwonego Krzyża podczas Pierwszej Wojny Światowej. To, co najpierw podyktowane było obowiązkiem względem ojczyzny ziemskiej, którą kochała, teraz uszlachetnione zostało przez miłosierdzie. Jej pełną poświęcenia posługę wobec rannych żołnierzy, polegającą na doborze najtrudniejszych zadań, na rezygnacji z przysługującego urlopu oraz w narażeniu swego własnego życia nie można inaczej zrozumieć jak posługę miłosiernego Samarytanina. Nie było to bowiem tylko czyste wypełnienie obowiązku patriotycznego. Tam było coś więcej. Była miłość miłosierna wobec drugiego człowieka. Łaskę miłości i bezinteresownej przyjaźni, której doznała sama w Getyndze ze strony Reinachów oraz wielu innych, i która tak bardzo ją pochwyciła, teraz będąc siostrą Czerwonego Krzyża starała się naśladować. Była to przecież służba bezinteresowna i w pełni poświęcenia dla zupełnie obcych, złożonych cierpieniami i śmiercią żołnierzy.

Cud spotkania się wierności (emuna) z łaską (hesed) w życiu Teresy Benedykty od Krzyża (Edyty Stein) przyniósł najwyższy owoc miłości, złożenie swojego życia w ofierze za zbawienie innych. Już trzy lata przed swoją śmiercią oddała swoje życie Bogu, przeczuwając, co nastąpi i dobrowolnie przyjęła krzyż, który Bóg włożył na jej naród. Jeśli łaska trafi na podatny grunt, wyda owoc obfity. Kiedy spotkają się ze sobą łaska i wierność, wtedy jak w Psalmie 85 sprawdzą się słowa: Ucałują się sprawiedliwość i pokój. Wierność (emuna) z ziemi wyrośnie, a sprawiedliwość wychyli się z nieba. Pan sam obdarzy szczęściem a nasza ziemia wyda swój owoc. Sprawiedliwość pójdzie przed Nim, po śladach Jego kroków – zbawienie” (Ps 85,11-14).